W piątek poszłam na kontrolę do pediatry. Kazałam jej zobaczyć uszka, bo paluszek do jednego wsadzał. Faktycznie. Stan zapalny. Trzeba było jechać do poradni laryngologicznej. Dobrze, że mój tato nas wszędzie woził bo byśmy stracili dużo czasu na dojścia, czy dojazdy środkami lokomocji. Laryngolog spytał, czy lekarz kazał wyciąć migdałki. (Od kiedy to pediatra decyduje o takich rzeczach). Zalecił stosowanie antybiotyku w większej dawce, przepisał kropelki i we wtorek mamy przyjść po kolejną receptę. Jakby mało było problemów ja się rozchorowałam na dobre. Dreszcze, gorączka, katar i zapalenie krtani. W ogóle to już będzie 3 tydzień na L4. Dawid tęskni za spacerami a ja za gorącą herbatką z cytrynką. Buziaki:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz