Łączna liczba wyświetleń

piątek, 20 lipca 2012

I i II dzień w nowym przedszkolu

Wczoraj zawiozłam Dawidka autem do nowego przedszkola w Tarnowicach Starych. Bardzo mu się podobało. Nie chciał wracać do domu i w konsekwencji zaczął mnie bić. Dawidek był w przedszkolu od 6.30 do 11.30. Zjadł z dziećmi I śniadanie przygotowane przeze mnie w domu. A po śniadaniu był wymarsz na plac zabaw, czyli od ok. 9.30 do 11.30 dzieci były na dworze. Już pierwszego dnia Dawidek pokazał, że toaleta jest od tego by ściągnąć gacie i usiąść na desce sedesowej i powiedzieć "sisi" i nawet raz udało mu się siknąć. Niesamowite- bo w domu tylko siadał i na tym koniec. A dziś nadal był zainteresowany sikaniem i podglądał inne dzieci jak to się robi:) Jeszcze trochę i może sam zacznie sikać. Wczoraj po przedszkolu pojechaliśmy do naszej kochanej pani Basi-logopedy z PERSEVERE, która też go chwaliła. Dawidek coraz   więcej sylab czyta i lepiej łączy je w całe wyrazy. Nawet kilka razy powiedział w całości auto a nie jak dotąd mówił tylko "au". Niebawem będziemy robić mu testy ImuPro300, mam nadzieję, że potem będzie już tylko z górki:)

czwartek, 12 lipca 2012

Dawidek się oddala

Od pewnego czasu Dawidek ucieka w swój świat. Z początku myślałam, że mi się tylko wydawało. Niestety  coraz bardziej jest to widoczne naocznie. Dawidek izmuje, potrzeba mu dużo stymulacji wzrokowej. Nie pracuje już tak dobrze z logopedą i pedagogiem. Musimy jak najszybciej nazbierać pieniążki na badania ImuPro300. Do tego doszedł problem z autem, które jest potrzebne jak powietrze. Z autem wprawdzie już sobie poradziliśmy- w pewnym sensie, bo kupiliśmy inne używane ale raty same się nie spłacą.

środa, 4 lipca 2012

wypadek w urodziny

30 czerwca to dzień pełen wrażeń. Nie dość, że miałam urodziny to jeszcze jechaliśmy do Chybia na warsztaty organizowane przez Fundację Dzieciom "SAWANTI". I jechaliśmy... ale nie dojechaliśmy. Brakowało nam dosłownie pół godziny by dotrzeć do celu gdy gdzieś przed Wodzisławiem Sląskim usłyszałam głośne bum i w moment zerknęłam do tyłu. Miałam bowiem wrażenie, że na coś najechaliśmy. Krzysiek od razu zjechał na pobocze. Niestety awaria była na tyle poważna, że trzeba było dzwonić po lawetę. Jakby mało było wrażeń na ten dzień, okazało się, że w ubezpieczeniu nie mieliśmy wykupionej pomocy drogowej, bo kto by przypuszczał, że będzie potrzebna. Poza tym Krzysiek sprawdził auto przed wyjazdem i nic nie zapowiadało takich wrażeń. Upał w ten dzień był niesamowity, na szczęście Dawid zniósł to stosunkowo dobrze. Gdy już jechaliśmy do domu to kolejnym problemem było zapłacenie za tą jakże miłą przejażdżkę, gdyż potrzebna była gotówka a my byliśmy bez kasy. Ale na szczęście z pomocą rodziny wszystko poszło sprawnie, teraz niestety czeka nas nowy wydatek- mechanik i nowe auto, bo koszty wymiany części są droższe niż nasz atosik.