30 czerwca to dzień pełen wrażeń. Nie dość, że miałam urodziny to jeszcze jechaliśmy do Chybia na warsztaty organizowane przez Fundację Dzieciom "SAWANTI". I jechaliśmy... ale nie dojechaliśmy. Brakowało nam dosłownie pół godziny by dotrzeć do celu gdy gdzieś przed Wodzisławiem Sląskim usłyszałam głośne bum i w moment zerknęłam do tyłu. Miałam bowiem wrażenie, że na coś najechaliśmy. Krzysiek od razu zjechał na pobocze. Niestety awaria była na tyle poważna, że trzeba było dzwonić po lawetę. Jakby mało było wrażeń na ten dzień, okazało się, że w ubezpieczeniu nie mieliśmy wykupionej pomocy drogowej, bo kto by przypuszczał, że będzie potrzebna. Poza tym Krzysiek sprawdził auto przed wyjazdem i nic nie zapowiadało takich wrażeń. Upał w ten dzień był niesamowity, na szczęście Dawid zniósł to stosunkowo dobrze. Gdy już jechaliśmy do domu to kolejnym problemem było zapłacenie za tą jakże miłą przejażdżkę, gdyż potrzebna była gotówka a my byliśmy bez kasy. Ale na szczęście z pomocą rodziny wszystko poszło sprawnie, teraz niestety czeka nas nowy wydatek- mechanik i nowe auto, bo koszty wymiany części są droższe niż nasz atosik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz