Odkąd Dawid zachorował prawie wcale nie wychodzi z łóżka. Już mija tydzień a Dawid dalej jest bardzo słaby i kaszle. Do tego nie ma, a raczej ma ale nie może jeść. Bo boli go gardło i ma rankę w wardze wewnętrznej. Dziś udało mi się go troszkę pokarmić ziemniaczkami z sosikiem. Jadł i płakał. Prawie płakałam razem z nim, tak cierpiał a był bardzo głodny. Jeszcze dwa dni temu z trudem pił. Czasami zastanawiam się dlaczego takie maleństwo, które musi już i tak tyle wycierpieć: mam tu na myśli liczne terapie, diety badania jeszcze tak szybko "łapie" infekcje. Wiem, że każde dziecko musi przechorować swoje, ale czy to już aby nie za wiele? Mam tylko nadzieję, że kiedyś "wyrośnie" z tego wszystkiego i będzie mogło normalnie żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz