Dzisiejszy dzień był wyjątkowo ciężki. Z domu wyszliśmy już o 8.50, by zdążyć do przedszkola na 9.30. Bo tyle nam zajmuje droga pieszo (tzn. Dawidek jedzie wózkiem). Zaraz po przedszkolu szybciutko pędziliśmy na testy do Ośrodka Focus na 12.00. Niestety Dawidek zaczął płakać i z testów nic nie wyszło. Z Centrum wyszliśmy po 13.00 a o 13.18 mieliśmy juz autobus do Radzionkowa, na który nawiasem mówiąc się spóźniliśmy i przy okazji do Ośrodka na rehabilitacje też. Cóż, dziś było jedzenie na mieście i mało czasu na cokolwiek. Dawidek w autobusie usnął, na zajęciach z logopedą i potem z rehabilitantką strasznie był rozkojarzony i nie bardzo wiedział co kto od niego chce. I wreszcie powrót do domu tuż przed 18.00. I po prostu z dziecka nic nie zostało. Uzupełnił płyny i przytulony do rodziców z dwóch stron usnął w niecałą minutę. A ja zaraz będę się zabierać za laminowanie kolejnych materiałów. Muszę przyznać, że wszędzie gdzie chodzę mówią mi o cudownych skutkach diety bezglutenowej, bezmlecznej i bezbiałkowej i chyba na nowo ją wprowadzę, bo Dawidkowi wracają dawne nawyki. Jest ostatnio nie do zniesienia. I trzeba z tym coś szybko zrobić. Bo wszyscy mi mówią, że ma potencjał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz